Przemyślenia na temat konfitur, gdybym zapomniala

TRUSKAWKI

Zdrowe, dojrzale, ale nie przejrzale. Dobrze, żeby były jako tako czyste, ale jeśli nie, to po obraniu, tuz przez zalewaniem, umyć i wysuszyć na pieluszce, delikatnie

Ugotować syrop (maleńko wody, cukru tyle, co truskawek na wagę)Rozłożyć owoce w plaskiem naczyniu, jedna, najwyżej dwoma warstwamiZalać wrzącym syropem

Leciutko zamieszać, żeby wszystkie owoce były ‘oblane’ syropemPozostawić na parę godzin (aż wystygną zupełnie)

Bardzo uważnie wyjąc owoce z syropu, przełożyć do innego naczynia, które juz będzie trochę mniejsze I nie musi być całkiem płaskie. Pierwsza cześć ‘odsysania’ soku juz za nami, owoce są juz mniej podatne na ‘ściskanie’.  Ale wciąż uważnie

Uzyskany w tej fazie syrop zlać do garnka z ciężkim dnem, dosypać cukier (mowia, że pół kilo na początkową porcje 2 kilogramowa owoców – ja na oko)

Rozgrzać syrop, starannie wymieszać, delikatnie zalać owoce i zostawić do całkowitego wystudzenia.

I od nowa, za uzyskasz przejrzysty, gesty sos w którym owoce juz nie wypływają na wierzch (albo wypływają znacznie mniej..)

Ja gotuje słoiczki ‘zakręcane’ i w gorące słoiczki ładuje gorącą konfiturę, zamykam, opłukuje lepkie resztki z wierzchu i chowam do piwnicy. Czasem, jeśli pamiętam, przewracam je do góry nogami, żeby wszystko w środku się równomiernie otoczyło sokiem.

 

MORELE

Nie mam pojęcia. Narazie umyte, suche owoce pokroiłam na pół, wyrzuciłam pestki. Nie obierałam, choć wiele przepisów sie tego domaga (sparzyć, obrać przed krojeniem).

Zasypałam na zimno cukrem (dosyć dużo, żeby pokrył), zostawiłam. Podobno minimum jest 12 godzin, ja zostawiłam na 24, bo musiałam do roboty…

Potem postawiłam garnek na palniku, powoli rozgrzałam w wytworzonym soku – dosypałam ze strachu trochę cukru, ale to chyba nie koniecznie

Ruszałam garnkiem, żeby sie zamieszało, ale było za ciasno, wiec z bólem serca jaknajdelikatniej mieszałam drewniana łyżką.

Po zagotowaniu zdjęłam trochę białych szumowin (strasznie ich dużo?). Gotowałam bardzo ‘powoli’, żeby sie nie rozleciały, i bardzo krotko (5 minut?)

Ostygło, wyniosłam do piwnicy.

Ulałam trochę syropu, dosypałam cukier, powoli, na małym ogniu, zagotowałam. Cukier sie rozpuścił. Ostygło, wyniosłam do piwnicy. Jeszcze ze dwa razy to samo. Do znudzenia, ale cierpliwie.

Przy ostatnim podejściu, na gorąco, łyżeczka witaminy C, podobno ma katalizować wyodrębnienie pektyny (żeby zgęstniało..)

Zagotowałam słoiczki, napełniłam gorącym, dolewając trochę soku do pełna, zamknęłam.

‘Niepewne’ słoiczki do płaskiego garnka z woda, zagotować, parę minut, żeby sterylizować i zassać niepewne pokrywki.

Stoją w piwnicy. Zobaczymy.

 

This entry was posted in Jams and confitures / Słodkie. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published.